4 powody, dla których warto zacząć walczyć z nadwagą

Nadwaga i otyłość towarzyszy coraz większej rzeszy ludzi. Co prawda pojawia się ostatnio coraz silniejszy trend zdrowego stylu życia, to i tak stosunkowo niewiele osób borykających się z nadmiernymi kilogramami, decyduje się podjąć z nimi walkę. Oto 4 najważniejsze powody, dla których warto się odchudzić.

Mając nadwagę narażamy się na cukrzycę i choroby układu krążenia. Jeśli nasze kilogramy zaczną galopować do góry, skazujemy się na coraz większe ryzyko powstania chorób, które mogą bardzo źle wpłynąć na nasze zdrowie, a nawet i pozbawić nas życia. Jedną z nich jest cukrzyca wynikająca z zaburzeń tolerancji glukozy oraz zmniejszenia wrażliwości tkanek na insulinę. Nadwaga i otyłość mogą być również przyczyną chorób serca, nadciśnienia, miażdżycy, udarów.

Równie niekorzystnie nadwaga i otyłość wpływają na nasz kościec. Nadmierne kilogramy często prowadzą do zmian zwyrodnieniowych. Osoby otyłe częściej niż osoby o normalnej wadze cierpią na uporczywe obrzęki i bóle kończyn dolnych oraz deformacje stawów i kręgosłupa. Innym skutkiem nadwagi i otyłości mogą być problemy z poruszaniem się.

Nadwaga i otyłość mają negatywny wpływ na proces oddychania. Wraz ze wzrostem kilogramów na wadze, pojemność płuc jest coraz mniejsza, a komórki całego organizmu są coraz gorzej dotlenione. Płytki oddech i mała pojemność płuc u osób otyłych sprzyjają szybkiemu męczeniu się nawet przy bardzo niewielkim wysiłku fizycznym. 
Nadwaga i otyłość obniżają komfort życia. Osoby cierpiące na nadmiar kilogramów, czują się źle, mają niską samoocenę, często popadają w stany depresji, są wycofane z życia towarzyskiego. Otyli często nie akceptują siebie i nie dążą do samorozwoju. Podjęcie próby zrzucenia kilogramów może całkowicie odmienić postrzeganie samego siebie i przynieść zadowolenie z życia.

Czynniki, które wpływają na przyrost wagi, czyli – dlaczego tak bardzo przytyłam???

Nadwaga przychodziła do mnie bardzo podstępnie. Nie był to żaden gwałtowny wzrost, który pozwoliłby mi od razu zauważyć problem i od razu starać się go wyeliminować. Nadmierne kilogramy pojawiały się powoli, dlatego przez długi czas w ogóle nie widziałam, że z moją sylwetką zaczyna być coś nie tak. Ciuchy były po prostu trochę ciaśniejsze niż dotąd – żadna wielka sprawa. Z czasem musiałam już jednak zmienić rozmiar na większy, potem na jeszcze większy… W końcu przyszła dokładna obserwacja i refleksja, że mocno przytyłam.

Co wpłynęło na ten stan rzeczy? Po pierwsze – brak śniadania. Rano, śpiesząc się do pracy, nie jadłam prawie wcale albo zjadałam byle co, na szybko. Skutkowało to ciągłym uczuciem głodu w ciągu dnia, a to z kolei skutkowało bezustannym podjadaniem.

Po drugie – jedzenie ponad miarę, uleganie kulinarnym zachciankom. Praca w restauracji może być bardzo zdradliwa. Zwłaszcza, jak ma się skłonność do tycia i duży apetyt na różne smakowite kąski. Gotowanie w restauracyjnej kuchni szło w parze z nieustannym próbowaniem potraw (przeważnie znacznie pokaźniejszym niż trzeba), do tego doszły obfite posiłki obiadowe i kolacyjne. Ponieważ w restauracji serwujemy kuchnię tradycyjną, na pewno nie były to dania lekkie i niskokaloryczne. W ten sposób spożywałam dwa albo nawet ze trzy razy więcej kalorii, niż potrzebowało moje ciało. Nic dodać, nic ująć.

Po trzecie – brak aktywności. Całe dnie w restauracji, potem powrót do domu i wieczór przed telewizorem lub komputerem. W ciągu kilku lat tak wyglądała znaczna większość dni. Nie uprawiałam żadnego sportu, nie miałam wysiłku fizycznego, w ogóle – mało się ruszałam. Pracy „za garami” nie można uznać za pracę aktywną.